Sale szkoleniowe

Moje usługi zostały polecone pewnej firmie szkoleniowej. Zdjęcia już wiszą na stronie, a ja po długiej przerwie (w publikacji 0 bo nie fotografii) postanowiłem pokazać zdjęcia i napisać kilka słów komentarza.

Sale nie uciekały jak koty, nie zmieniały się jak w reportażu nie zakładały obrączek przez ułamek sekundy, jednak okazało się że taka sesja także potrafi zaskoczyć i wymagać od fotografa nieco więcej kunsztu.

Bezlusterkowiec w akcji – już nie raz pisałem poza swoimi ciężkimi Działami jestem fanem bezlusterkowców Olympusa – nie twierdzę to najlepsze aparaty na świecie, ale jestem z nich po prostu zadowolony i w kompaktowej formie dają spektrum możliwości. Tym razem na sesję wziąłem tylko Olympusa OM-D E-M10. Aparat sprawdził się tak dobrze jak się tego spodziewałem, czasem nawet lepiej.

Elektroniczne poziomice – w tej sesji ma wybacz, wszystko musiało być możliwie najbardziej proste – zarówno w pionie jak i poziomie. Proste kąty wymagają zdjęć „w przód” a wszelkie nierówności powodowały wymóg prostowania i tracenia szerokości kadru. Sale nie były tak wielkie by swobodnie zmieścić wszelkie potrzebne elementy wyposażenia takie jak tablica, rzutnik itp.

Statyw – ręka mi się nie trzęsła, ale chcąc pozostać w niskim ISO i nie mieć niespodzianek, był po prostu potrzebny. Trzy nóżki regulowały się niezależnie a to umożliwiło fotografowanie spod samiusieńkiej ściany (nie było można nawet spojrzeć w wizjer). Poza tym kilka razy przydało się…

Zdalne sterowanie aparatu – po postawieniu aparatu na statywie nie było miejsca dla nas obu – albo ja w kadrze, albo on nie tam gdzie trzeba. Kilka zdjęć zrobiłem zdalnie z korytarza – gdyby tak jeszcze się statyw sam się przestawiał w inne miejsce to sesję zrobił bym sterując przez wifi z kanapy 😉

Bardzo szeroki kąt – bez tego nie podchodź. W małych salach Użyłem obiektywu i szerokości 9mm (mnożnik x2), zatem miałem efektywne 18mm.

Zdalnie sterowane lampy – to okazało się niezbędne dla dobrego efektu. Oko ludzkie tego tak nie widzi, ale jeśli na zdjęciu zrobi się jednocześnie światło słoneczne, halogenowe, ledowe… to mamy pomarańczowo-niebieski mix. Flashe świecą światłem zbliżonym do słonecznego, stąd trzeba było narzucić nieco tego światła. Użyłem zdalnie wyzwalanych lamp systemowych z możliwością centralnego sterowania siły błysku, dzięki czemu po licznych odbiciach od ścian udało się stworzyć miękkie światło i wyrównane kolory.

Obróbka komputerowa – to była spora część pracy, prostowanie tego co nie dało się zrobić aparatem, zbijanie różnic w kolorach. Jedno ze zdjęć w galerii pokazuje zdjęcie w formacie RAW przedzielone efektem finalnym, po obróbce.

Jak wyszło? Ponoć nieźle, sami oceńcie.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*